top of page

Jak dotrzymać noworocznych postanowień

Zima w górach, człowiek na szczycie, Śnieżka zimą.

Zbliża się rok 2026, a wraz z nim nieodłączny rytuał noworocznych postanowień. Jedni planują częściej chodzić na siłownię, inni wstawać o świcie, zamiast przewracać się z boku na bok do południa. Są tacy, którzy chcą więcej spacerować, mniej wydawać, albo po prostu odzyskać poczucie, że to oni kontrolują własne życie. Bo 1 stycznia, jak co roku, jawi się niczym magiczny przycisk „reset”, idealna okazja, by rozpocząć od nowa, choćby tylko w teorii.


Po świąteczno‑sylwestrowych ekscesach budzi się w nas ciche przekonanie, że coś trzeba naprawić. Zrzucić kilogramy, oczyścić sumienie, wykupić karnet na fitness, który, obiecujemy sobie, tym razem nie pokryje się kurzem po trzech tygodniach. To czas, gdy wyprzedają się poradniki o „nowym ja”, a liczba pobranych aplikacji do śledzenia kroków rośnie szybciej niż słupek rtęci po kieliszku szampana.


Problem w tym, że entuzjazm bywa krótkotrwały. Statystyki są bezlitosne, blisko 80 proc. naszych postanowień kończy żywot zanim minie drugi tydzień lutego. Wszystkie te szlachetne intencje, wszystkie pieniądze wydane na cudowne rozwiązania, parują z impetem w ciągu zaledwie sześciu tygodni. Przygnębiające, choć nie zaskakujące. Bo gdy znów zawiedziemy samych siebie, pozostaje znajoma mieszanka rozczarowania i cichej ulgi: przynajmniej do przyszłego roku mamy święty spokój.


Jak dotrzymać noworocznych postanowień i się ich trzymać?


Dobra wiadomość? Nie jesteś w tym sam. Stworzyliśmy mały przewodnik po pięciu zasadach, które pomogą Ci przestać rzucać słowa na wiatr i faktycznie dotrzymać obietnic złożonych samemu sobie. Bo nowy rok może, przynajmniej w teorii, być tym najlepszym z dotychczasowych.


Kreskówka, patyczak, człowiek przegląda się w lustrze.

1. Znajdź właściwy motyw


Stary dowcip mówi: ilu terapeutów potrzeba, żeby wymienić żarówkę? Tylko jednego, ale żarówka musi chcieć się zmienić.

I choć to żart w stylu ojcowskich sucharów, ma w sobie więcej prawdy, niż by się chciało przyznać. Bo żadne postanowienie nie zadziała, jeśli stoi za nim jedynie modna idea lub poczucie winy po świątecznym serniku.


Każdy styczeń ma swoich podejrzanych: dieta, siłownia, karnet na fitness, który, jak co roku, ląduje w szufladzie po kilku tygodniach. Zbyt często nasze ambicje kończą się wraz z pierwszym zakwasem, a przecież forma nie przychodzi w pakiecie z opłatą członkowską.


Aby wytrwać, potrzeba czegoś więcej niż dobrych chęci. Trzeba cierpliwości, gdy w lustrze niewiele się zmienia, a waga uparcie tkwi tam, gdzie była. Zamiast gonić za „szybkimi efektami”, warto zapytać siebie - "Po co właściwie to robię? Czy naprawdę chodzi o kilogramy, czy może o poczucie sprawczości, energii, lekkości?"


Nie warto ścigać się o miano „najszybciej chudnącego w mieście”, jeśli efekt zniknie po kilku miesiącach. Lepiej zauważać drobiazgi, które potwierdzają, że idziesz w dobrą stronę: pierwszy komplement od znajomego, lżejszy krok po schodach, ulubione dżinsy, które znów się dopinają. Właśnie te małe zwycięstwa, a nie cyferki z wagi, podtrzymują zapał na długo. Bo w całym tym noworocznym teatrze zmian chodzi nie tyle o rewolucję, co o spokojną, wytrwałą zmianę scenografii życia.


Grupa osób, nurkowie i ratownicy na plaży.

2. Towarzystwo motywuje


Trudno o lepsze paliwo dla wytrwałości niż drugi człowiek. Współmałżonek, przyjaciel czy ktoś z rodziny, każdy sojusznik w postanowieniach noworocznych zwiększa nasze szanse na sukces. Bo łatwiej odmówić ciastka, kiedy obok siedzi ktoś, kto też powiedział mu „nie”. Zmiana jadłospisu, rezygnacja z przekąsek czy planowanie posiłków nabierają sensu, gdy stają się wspólnym przedsięwzięciem, a nie samotną batalią z lodówką. Wyrzuć z domu to, co kusi, nie rób zakupów na głodniaka i nagle okaże się, że „silna wola” to często po prostu dobrze zorganizowana przestrzeń.


Podobnie z ćwiczeniami: jak dotrzymać noworocznych postanowień wiele osób Tobie powie, że towarzystwo potrafi zdziałać cuda. Umów się na wspólne bieganie, zajęcia z jogi czy pilates raz w tygodniu, a motywacja przestanie być abstrakcją. Nawet jeśli sam trening nie jest objawieniem, to spotkanie, rozmowa i wzajemne wsparcie sprawią, że łatwiej dotrwasz do wiosny.


Ważne jednak, by Twój towarzysz był wsparciem, a nie przeciwnikiem. Bo cienka granica dzieli zdrowe współzawodnictwo od mniej zdrowego porównywania się. Zamiast mierzyć własne postępy cudzymi osiągnięciami, skup się na tym, co robi z Tobą każda kolejna próba... czy czujesz się sprawniejszy, spokojniejszy, bardziej zadowolony z siebie? To są te zwycięstwa, które mają znaczenie.


A skoro już o porównaniach mowa, nic nie potrafi ich podsycić tak skutecznie, jak media społecznościowe. Tam każdy wygląda, jakby właśnie osiągnął życiową formę fizyczną i duchową. Piękne sylwetki, uśmiechy, pasma sukcesów. A przecież nikt nie publikuje zdjęć zrezygnowanych poranków, spoconych koszulek czy leniwych wieczorów z pizzą. Jeśli więc obserwacja czyjegoś „idealnego życia” sprawia, że czujesz się gorzej, po prostu już tego nie rób. Rezygnacja z obserwowania to też akt samoopieki. Czasem najzdrowszym ruchem w drodze do formy jest kliknięcie „przestań obserwować”.


Cytat: „Nie zaszedłeś tak daleko tylko po to, żeby zatrzymać się w tym miejscu.”

3. Naucz się nowej umiejętności


Zadziwiające, że większość noworocznych postanowień obraca się wokół słowa „mniej”:

  • mniej jeść

  • mniej wydawać

  • mniej siedzieć

  • mniej narzekać


A przecież ta filozofia niedoboru musi w końcu prowadzić donikąd. Właśnie dlatego aż 80 procent z nas porzuca swoje cele zanim zima ustąpi miejsca wiośnie. Może więc czas zmienić optykę i zamiast czegoś sobie odejmować, spróbować dodać?


Weźmy choćby naukę języka. To niełatwe wyzwanie, ale wdzięczne i nie musi się skończyć w ciągu jednego roku. Poznawanie nowych słów i struktur to jak otwieranie okien w głowie: wchodzi świeże powietrze, myśli zaczynają krążyć inaczej. Oprócz wymiernych korzyści, lepszej pamięci, większej pewności siebie czy atrakcyjniejszego CV, pojawia się coś znacznie ciekawszego: poczucie, że świat przestaje być obcy. Jeśli więc od lat marzyłeś o włoskim, żałujesz porzuconego hiszpańskiego albo tęsknisz za francuskim z czasów studiów. Nowy rok jest doskonałą chwilą, by odkurzyć te marzenia.


Nie jesteś w tym sam. Co styczeń szkoły językowe notują oblężenie, a aplikacje do nauki obcych słówek przeżywają swój złoty sezon. Możliwości jest mnóstwo, od lokalnych kursów, przez zajęcia przy ambasadach i instytutach kultury, po kursy online prowadzone przez nauczycieli z drugiego końca świata.


A jeśli gramatyka nie jest Twoją mocną stroną, nic nie szkodzi. Możesz postawić na praktyczną rozmowę, słuchanie i proste sytuacje z życia, zamiast wkuwania zasad. Umiejętności przybierają różne formy. Może odkryjesz w sobie fotografa, programistę, krawca albo cukiernika. Niech to będzie coś, co rozwija i cieszy, a nie tylko ładnie wygląda w rubryce CV. Wielu ludzi zakładało firmy, bo z ciekawości zapisali się na kurs ceramiki czy pieczenia chleba i nagle z pasji narodził się zawód. W końcu o to chodzi: by nowy rok oznaczał nie rezygnację z życia, lecz jego poszerzenie.


Kompas, droga w górach

4. Ustaw cel


Większość z nas działa lepiej, gdy ma przed sobą konkretny punkt odniesienia. Cel jest to magiczne słowo, które nadaje sens wysiłkowi, porządkuje chaos i pozwala wierzyć, że ta codzienna walka z sobą samym ma kierunek. Niezależnie od tego, jakie postanowienie Ci przyświeca, warto ubrać je w formę namacalnego wyzwania. Może być duże lub małe, osobiste albo wspólne, ważne, by było Twoje. Lepiej jednak unikać celów motywowanych rywalizacją: nic tak szybko nie podcina skrzydeł, jak porównywanie się z innymi.


Załóżmy, że zamierzasz zacząć biegać, może nawet poprawić dotychczasowe wyniki. Świetnie! Zapisz się na zorganizowany bieg. Wyznacz datę, znajdź trasę i trenuj systematycznie. Nie musisz od razu biec maratonu, pięć kilometrów to też sukces. A zwykły bieg w parku potrafi dać więcej satysfakcji niż wielki maraton w centrum miasta. Tu nie liczy się czas, lecz fakt, że wyszedłeś z domu, dosłownie i metaforycznie.


Cel nabiera jeszcze większego sensu, gdy splata się z przyjemnością uczenia się czegoś nowego. Uczysz się włoskiego? Zafunduj sobie podróż do Florencji, by sprawdzić, czy potrafisz zamówić kawę bez wpadki językowej. Język zacznie wtedy żyć, nabierze melodii, gestu, twarzy rozmówców. Wiedza z aplikacji stanie się doświadczeniem.


A jeśli Twoje postanowienia są bardziej przyziemne, tym lepiej. Upiecz pierwszy tort świąteczny od podstaw, uszyj bluzkę dla córki albo poślij kilka zdjęć na lokalny konkurs fotograficzny. Takie drobne wyzwania uczą pokory, ale i przynoszą satysfakcję nie mniejszą niż medal. Cel nie musi być spektakularny, by był znaczący; musi być autentyczny. Bo nie chodzi o to, by coś „zaliczyć”, lecz by zyskać to, czego wcześniej brakowało, odrobinę dumy z samego siebie.


Pejzaż górski, podróżowanie na rowerach.

5. Nagradzaj się


Zostań w gronie tych 20 procent wytrwałych, którzy rzeczywiście dotrzymują swoich noworocznych obietnic. Obserwuj postępy, doceniaj je i nagradzaj siebie tam, gdzie naprawdę na to zasługujesz. Bo decyzja o odchudzaniu, rozpoczęciu treningów czy nauce nowej umiejętności to nie modny kaprys, lecz akt odwagi. A odwaga, jak wiemy, kosztuje energię, czas i dużo cierpliwości. Zimą, gdy motywacja przygasa szybciej niż dzienne światło, szczególnie warto znaleźć swoje małe powody do dumy.


Jeśli Twoim celem jest zdrowszy styl życia, unikaj pułapki „nagrody po wyrzeczeniu”. Wielu ulega złudzeniu, że tydzień na sałacie usprawiedliwia weekend z ciastem i winem. To błędne koło z gatunku tych, które kręcą się w miejscu. W diecie, jak w życiu, liczy się umiar i konsekwencja. Dlatego nagradzaj się inaczej: zaplanuj odpoczynek w spa, kup książkę, którą od dawna chciałeś przeczytać, albo nowy strój, w którym ćwiczysz z większym uśmiechem. Takie drobne gesty wzmocnią ducha bardziej niż jakikolwiek deser.


A gdy wydaje Ci się, że postępy są zbyt wolne, spróbuj spojrzeć wstecz. Prowadź notatnik, zapisuj dystanse, powtórzenia, kilogramy. Czasem różnicy nie widać z dnia na dzień, ale dostrzeżesz ją po kilku tygodniach: w sposobie, w jaki idziesz, oddychasz, myślisz. Każdy zapis to dowód, że coś się zmieniło.


Nie zniechęcaj się, gdy coś nie wyjdzie. Potknięcia są częścią procesu, a porażka często lepszym nauczycielem niż sukces. Jeśli za pół roku powiesz sobie: „udało się”, to nie dlatego, że wszystko poszło idealnie, lecz dlatego, że się nie poddałeś. Nieważne, czy właśnie rozmawiasz po francusku w paryskiej kawiarni, pieczesz pierwszy weselny tort, czy nosisz coś, co sam uszyłeś, bo każde z tych działań jest małym triumfem nad dawnym sobą.


Więc podnieś głowę, otwórz kalendarz i powiedz sobie z przekonaniem: to będzie dobry rok. A może nawet... najlepsza dekada.

Komentarze


Chcesz więcej treści od zespołu 3Art?

Dołącz do nas i zgarnij bonus - 30% zniżki na nasz kultowy eBook "7 kroków do..."

Po zapisie na naszą listę mailingową otrzymasz kupon rabatowy.

bottom of page